UKOJENIE DLA DUSZY

UKOJENIE DLA DUSZY

XIV Niedziela zwykła

5 lipca 2020 roku

I CZYTANIE: Za 9,9-10. II CZYTANIE: Rz 8,9.11-13. EWANGELIA: Mt 11,25-30.

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.

„Z pierwszych godzin pamiętam nagłą pustkę. Samotność po tym, jak skończyło się spotkanie «skóra do skóry». Zaskoczenie własnym ciałem: obolałym, słabym, zdeformowanym (…). I to dziwne przekonanie, że z nosicielki życia staję się zbitym naczyniem, które spełniło zadanie i zostaje odstawione na półkę”. To fragment wyznania Marty, jednej z bohaterek niezwykle interesującego reportażu pt. „Narodziny matki” („Tygodnik Powszechny”, nr 22). Wcześniej nie miałem zielonego pojęcia, że połóg to aż tak bardzo trudny okres w życiu każdej matki. Fizjologia, psychika, hormony, nastroje, tożsamość. Zawsze myślałem, że poród jest finałem: słodkim spotkaniem z dzieckiem po miesiącach oczekiwania, falą miłości napędzaną wyrzutem oksytocyny, końcem tego, co najtrudniejsze. Tymczasem okres połogu to prawdziwe jarzmo. Takie jarzmo, o którym mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii.

„Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie” (Mt 11, 29). Słysząc taką zachętę Jezusa, nie sposób się nie wzdrygnąć. Dopiero co, przed tygodniem, przypominał o krzyżu: „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien” (Mt 10, 38). Dziś dokłada kolejne wymaganie – dźwiganie jarzma, które przecież zniewala, przytłacza i ciemięży. Podobnie, jak przed tygodniem, tak i dzisiaj pytamy: czy aby na pewno Jezusowi chodzi o takie jarzmo? Czy aby na pewno pragnienie zniewolenia i dźwigania życiowego ciężaru powinno zawsze towarzyszyć chrześcijaninowi? Nic bardziej mylnego.   

Ojciec Wiesław Dawidowski komentując przed laty tę wypowiedź Jezusa napisał, że w języku Starego Testamentu wziąć na siebie jarzmo prawa oznaczało poświęcić życie na studiowanie Prawa Bożego. Takie życie nie było ciężarem, ale radością. Krótko mówiąc – Jezus, który mówi do ówczesnych słuchaczy, by wzięli na siebie „Jego jarzmo”, daje im do zrozumienia, że On jest uosobieniem Prawa Bożego i zachęca ich, by uczyli się od Niego, ponieważ Jego nauka (Ewangelia) jest jarzmem lżejszym od szczegółowych praw faryzeuszy podanych przez Halachę.

Wracamy jednak do naszego tu i teraz i pytamy, co Jezus chce nam dzisiaj powiedzieć. Otóż przypomina nam, że Ewangelia jest praktyczną propozycją życia. Chrześcijanin, który serio traktuje Ewangelię, w jej świetle podejmuje wszystkie swoje decyzje i wybory. Bierze na siebie jarzmo Ewangelii, pozwalając, by kryteria ewangeliczne kształtowały całego jego życie. Swoistą trudność stanowi tutaj fakt, że Ewangelia, jak mawia abp Grzegorz Ryś, jest księgą paradoksów: zachowasz życie, gdy je stracisz; królujesz, jeśli służysz; Lwem Judy jest Baranek zabity itd. Czy to łatwa droga? Oczywiście, że nie.

Codziennie przeżywamy sytuacje, gdy trzeba wiele położyć na ewangelicznej szali i uczyć się cichości i pokory. To nie jest ani lekkie, ani łatwe. Ale korzystniejsze od każdej innej drogi, jaką proponował i proponuje nam świat. „Jakkolwiek ciężkie byłoby jarzmo, które nam nałożono, miłość czyni je lekkim” – powie św. Augustyn. Tu chyba należy dopatrywać się klucza do zrozumienia sensu słów Jezusa. On nie nawołuje nas do czegoś, co by nas przytłaczało i zniewalało, ale zachęca do podejmowania życiowych decyzji w kluczu miłości i wolności. Gdy człowiek kocha to, co robi, i gdy podejmuje się tego w sposób wolny, wówczas jego życie staje się lekkim, chociaż innym wydaje się, że on sam jest obciążony ponad własne siły. Czyż nie tak ma się sprawa z jarzmem kobiety, która zostaje matką? Fizjologia, psychika, hormony, nastroje, tożsamość… A jednak wszystko to, choć niezwykle trudne, dzięki magicznej sile miłości czyni kobietę nową, silną, odrodzoną. Podobnie jest z jarzmem Ewangelii w życiu chrześcijanina. Choć czasem nie do uniesienia, nieustannie przemienia nas w nowych ludzi. Nowych nie znaczy perfekcyjnych, ale takich, którzy utożsamiają swoje życie z Bożą miłością, dzięki czemu to życie nabiera innego kształtu, a dusza znajduje prawdziwe ukojenie.

Nasza witryna używa plików cookies. Dowiedz się więcej:Polityka prywatności