Sąsiedzi, kardynał Krajewski, Jan Chrzciciel

SĄSIEDZI, KARDYNAŁ KRAJEWSKI, JAN CHRZCICIEL

Uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela

24 czerwca 2018 roku

I CZYTANIE: Iz 49,1-6. II CZYTANIE: Dz 13,22-26. EWANGELIA: Łk 1,57-66.80.

Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: Nie, lecz ma otrzymać imię Jan. Odrzekli jej: Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię. Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: Jan będzie mu na imię. I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: Kimże będzie to dziecię? Bo istotnie ręka Pańska była z nim. Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.

W ubiegłym tygodniu miałem możliwość spotkania z ks. abp. Konradem Krajewskim, kardynałem nominatem, najbliższym współpracownikiem papieża Franciszka. To człowiek, o którym wiele razy już pisałem, wiele też razy mówiłem o nim z ambony. Podczas naszego spotkania rozmawialiśmy o wstrząsającej tragedii, która na początku czerwca wydarzyła się w Katowicach, gdzie 55-letnia matka zabiła swoją 31-letnią niepełnosprawną córkę, a następnie powiesiła się w łazience.

Wbrew temu, co myślałem, wbrew temu, co donosiły media, ksiądz kardynał uświadomił mi, że tej tragedii nie jest współwinne państwo, nie są współwinni pracownicy socjalni, nie są współwinne media. Pierwszymi, którzy powinni zrobić sobie rachunek sumienia są sąsiedzi. Ci sami sąsiedzi, którzy w mediach mówili: „Tę kobietę przerosła samotność w walce z tragicznym losem”. Samotność niewidzialna, której wcześniej nie dostrzegali? Ostatni raz sąsiedzi widzieli kobiety 27 maja, gdy szły na Mszę św. do pobliskiej bazyliki w Panewnikach. Później już nikt ich nie widział. Zwłoki odkryto w poniedziałek, 4 czerwca. Przez ponad tydzień nikt się nie zainteresował losem kobiet, o których sąsiedzi mówili, że „żyły skromnie, zawsze same, nikt ich nie odwiedzał”. Czy i my przypadkiem nie jesteśmy podobnymi sąsiadami, którzy nie widzą, nie słyszą, nie czują?

Dzisiaj, gdy obchodzimy uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela, w pierwszych zdaniach Ewangelii czytamy, że sąsiedzi i krewni Elżbiety, dowiedziawszy się, iż ta urodziła Jana, cieszyli się razem z nią (por. Łk 1, 57). Sąsiedzi i krewni… Myślę, że może być to dla nas okazja do refleksji nad naszymi relacjami sąsiedzkimi i rodzinnymi. Od pewnego czasu socjologowie zwracają uwagę na osłabienie udziału roli społeczności sąsiedzkiej w naszym życiu. My sami również to obserwujemy. Nie cieszymy się z naszymi sąsiadami, nie dzielimy też z nimi naszych trosk. Żyjemy obok siebie, często nawet siebie nie znamy. W najbliższym otoczeniu coraz trudniej o uśmiech, pozdrowienie czy krótką wymianę zdań. Dlaczego tak się dzieje? Czy świadomie kreujemy te zmiany? A może wpływają na to inne czynniki – nie tylko zmieniający się styl i tempo życia, ale również nasza nieufność czy nawet niechęć do człowieka?

Na koniec naszych dzisiejszy rozważań, chciałbym jeszcze raz powrócić do osoby ks. abp. Konrada Krajewskiego, który w najbliższy piątek – 29-go czerwca otrzyma godność kardynała. Ten 54-letni polski duchowny jest takim współczesnym Janem Chrzcicielem. Jan był Głosem niekalkulującym sukcesu w sondażach, ale odważył się mówić opinii publicznej, że należy zmienić sposób życia. Był Głosem, który od początku swej misji mówił: „To nie ja”, choć zebrało się wokół niego wielu uczniów. Co najważniejsze: był Głosem, który w odpowiednim momencie potrafił zamilknąć. Takim samym Głosem jest dzisiaj abp Konrad. On, podobnie jak św. Jan Chrzciciel, zaryzykował, zaufał Bogu, poszedł drogą wytyczoną przez Ewangelię i papieża Franciszka, ale jednocześnie pozostał w cieniu. Jest Głosem, który teraz jeszcze mocniej będzie nam przypominał, że Ewangelię nie wystarczy czytać i nią się zachwycać. Ewangelią trzeba żyć, a wtedy staniemy się dla siebie nie tylko sąsiadami, ale przede wszystkim siostrami i braćmi, którzy razem się cieszą, ale razem też potrafią przejść przez najtrudniejsze życiowe doświadczenia.

Nasza witryna używa plików cookies. Dowiedz się więcej:Polityka prywatności