NAJWAŻNIEJSZE PYTANIE

NAJWAŻNIEJSZE PYTANIE

V Niedziela Wielkanocna

19 maja 2019 roku

I CZYTANIE: Dz 14, 21b-27. II CZYTANIE: Ap 21, 1-5a. EWANGELIA: J 13, 31-33a. 34-35.

Po wyjściu Judasza z wieczernika Jezus powiedział: ”Syn Człowieczy został teraz uwielbiony, a w Nim został Bóg uwielbiony. Jeżeli Bóg został w Nim uwielbiony, to Bóg uwielbi Go także w sobie samym, i zaraz Go uwielbi. Dzieci, jeszcze krótko - jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale - jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię - dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie. Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”.

Pewnie słyszeliście już o tym, co wydarzyło się przed tygodniem w Rzymie. W jednym z budynków zajmowanym przez 450 osób (w tym około setkę dzieci) od sześciu dni brakowało prądu oraz ciepłej wody. Powodem był dług sięgający 300 tysięcy euro. Kard. Konrad Krajewski – papieski jałmużnik – osobiście tam pojechał i zdjął pieczęcie z licznika energii elektrycznej, przywracając ją mieszkańcom kamienicy. Dlaczego tak zrobił? Odpowiedź jest prosta: bo tak samo zrobiłby Jezus.

Czym, jeśli nie naśladowaniem Chrystusa jest chrześcijaństwo? Tymczasem On – nasz Mistrz – bez owijania w bawełnę mówi, co powinno być przedmiotem naszej największej troski: „Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 34-35).

Tymczasem coraz częściej chrześcijaństwo zamieniamy w ideologię. Przybywa chrześcijan, którzy zamiast radykalizować się w naśladowaniu Chrystusa i życiu Ewangelią, radykalizują się w wierności wyznawanej przez siebie ideologii. Coraz częściej kryteriami identyfikującymi autentycznego katolika staje się w tym kontekście udział w krucjatach modlitewnych, mobilizacja na froncie sporów i walk politycznych, afirmacja ortodoksji, radykalizacja wyrażona w powrocie do przedpoborowej liturgii. Najistotniejszy staje się triumf w wojnach kulturowych i tożsamościowych. Taki Kościół traci z pola widzenia sakramentalną dynamikę wiary i życia chrześcijańskiego, a w zamian koncentruje się na propagowaniu elementów prawdy i doktryny uważane za ewidentne same z siebie i samowystarczalne. Co taka postawa ma wspólnego z tym, co Jezus mówi w dzisiejszej Ewangelii: „Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”?

Papież Franciszek wraz z całą Tradycją Kościoła powtarza i pokazuje, że doktryna sama z siebie nie zbawia. Aby doświadczyć zbawienia obiecanego przez Chrystusa, nie wystarczy posiąść wiedzę na temat prawd wiary i doktryny, ale trzeba dać się ogarnąć działającej łasce Chrystusa, Jego miłosierdziu, które przebacza i uzdrawia. To właśnie nieustannie głosi papież Franciszek, nie zmieniając ani jednej joty w katolickiej nauce. Dobrze ujął to przed kilkoma dniami ks. Przemysław Szewczyk, który na swoim facebookowym profilu napisał: „Chrześcijaństwo nie ma sensu, jeśli nie przynosi błogosławieństwa ubogim, smutnym, płaczącym, cichym, skrzywdzonym. Pan nie będzie chciał naszych lekcji religii w szkole, opinii biskupów na temat stanowionego prawa, państwowych czy parafialnych uroczystości, ślubów kościelnych i majowych pierwszokomunijnych ceremonii... jeśli na widok chrześcijan nie zabiją mocniej serca żebraków, jeśli do drzwi plebani nie będą pukać ludzie skrzywdzeni, jeśli we wspólnotach nie znajdą bezpiecznej przystani wszelkiej maści rozbitkowie nowoczesnego świata. Nasze spory o to, czy Komunię przyjmuje się do ręki czy na klęcząco, walka z gitarami czy łaciną podczas liturgii, spory, która nowenna mocniejsza i który egzorcysta lepiej za rogi łapie demony, przy równoczesnej miałkości naszych rozmów o wyzwaniach współczesnego świata, jest znakiem, że świat mamy w nosie. A Kościół, który myśli o sobie, po prostu umrze”.

Szukając zatem drogi do życia pełnią chrześcijaństwa nie musimy podejmować wielkiego wysiłku. Wystarczy, że w podejmowaniu codziennych wyborów i decyzji będzie nam towarzyszyło jedno pytanie: co w danej sytuacji zrobiłby Jezus?

Nasza witryna używa plików cookies. Dowiedz się więcej:Polityka prywatności