7 UCZUĆ

7 UCZUĆ

Rocznica poświęcenia własnego kościoła – uroczystość

28 października 2018 roku

I CZYTANIE: 1 Krl 8, 22-23. 27-30. II CZYTANIE: 1 Kor 3, 9b-11. 16-17. EWANGELIA: Łk 19, 1-10.

Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić.

Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: «Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu». Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy widząc to szemrali: «Do grzesznika poszedł w gościnę». Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: «Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie». Na to Jezus rzekł do niego: «Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło».

 

Kilka dni temu miałem okazję zobaczyć świetny polski film, który skłonił mnie do dłuższej refleksji. „7 uczuć” (reż. Marek Koterski) to film, który uczy nas wsłuchiwać się w głos najmłodszych i wzywa do zmiany modelu funkcjonowania relacji dorosłych i dzieci. Na tytułowe siedem uczuć składa się: strach, smutek, wstyd, zazdrość, złość, wstręt i radość.

Przywołuję ten filmowy obraz na początku naszych dzisiejszych rozważań, w uroczystość rocznicy poświęcenia kościoła, ponieważ chciałbym podjąć refleksję nad uczuciami, jakie towarzyszą nam w czasie naszej obecności w kościele – podczas modlitwy, w trakcie liturgii, w czasie spotkań z siostrami i braćmi w wierze, podczas rozmowy z księdzem. Mogą być to te same uczucia, których istoty dotyka Marek Koterski w swoim najnowszym filmie. Może się rodzić w nas strach, smutek, zazdrość, złość, a nawet wstręt czy wstyd. Źle by jednak było, gdyby w tej palecie uczuć obecne było tylko jedno uczucie pozytywne – radość. Również ksiądz nie jest pozbawiony emocji i uczuć, choć niektórym może się to wydawać nieprawdopodobne. Zatem również i we mnie, kiedy spotykam się z ludźmi, czy sprawuję liturgię, rodzą się przeróżne uczucia – zarówno te pozytywne, jak: radość, inspiracja, spokój, wdzięczność, życzliwość, fascynacja, ufność, jak i negatywne, jak: złość, gniew, wzburzenie, żal, niepokój, czy zwyczajne zmęczenie. Każde uczucie jest płynącym z naszego wnętrza objawieniem tego, kim jesteśmy i co się w nas kryje. Zapytanie siebie, „co o mnie mówią moje uczucia?”, pozwala na prawdziwe poznanie tego, kim jestem.

Choć może wydawać się to dziwne, również w Kościele bardzo ważne jest, choć wciąż niepopularne, mówienie o tym, co czujemy i co nam leży na sercu. Jest to umiejętność, która pełni dwie, kluczowe dla naszego szczęścia funkcje. Po pierwsze, pozwala nam uwalniać emocje, które w sobie gromadzimy. Po drugie, pozwala nam budować zdrowe i autentyczne relacje z innymi, a przecież o to właśnie w Kościele chodzi.

Dobrze ilustruje to dzisiejsza Ewangelia. Jezus, widząc Zacheusza, który wspiął się na drzewo, mówi do niego: „Zejdź prędko, bowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Użyte tu słowo „muszę!” (grec. „dei”; łac. „oportet me” – „trzeba mi!”, „potrzebuję!”) wskazuje, że Jezus musi się zatrzymać w domu Zacheusza, bo taką ma najpilniejszą wewnętrzną potrzebę. Nie zmusza Go do tego nawet sam Zacheusz, który chciał Mistrza z Nazaretu jedynie zobaczyć, a nie zaraz zapraszać Go do swego domu. Jezus rozpoznał w sobie to uczucie, ten wewnętrzny przymus. Ciekawe, ilu z nas przeżywa podobny wewnętrzny przymus, by iść do domu człowieka, który nas oszukał, zdradził, wykorzystał, obraził; by odwiedzić chorego, umierającego, pogrążonego w depresji; podać rękę bezdomnemu; przytulić płaczącego przyjaciela?

I ostatnia kwestia. Film „7 uczuć” kończy się manifestem wcielającej się w rolę woźnej Soni Bohosiewicz, która wykrzykuje, że dzieci należy szanować, słuchać ich i traktować jak partnera w rozmowie. Ważne, byśmy tak traktowali siebie w Kościele. Byśmy, widząc w sobie dzieci Boże, potrafili się szanować, wzajemnie słuchać, rozumieć i traktować w sposób partnerski, a może lepiej – braterski. Bo wielu z nas, jeśli nie większość, ma życie pogmatwane, jak dzieci z filmu Koterskiego. Dokąd ma pójść i co ma z sobą zrobić dziecko, którego ojciec wychodzi z domu w lewą stronę od bramki, a matka – w prawą? Dokąd ma pójść dziecko pozostawione samopas? Idzie przed siebie, nie wiedząc, dokąd go ta droga poprowadzi. Czasami niestety prowadzi do tragedii. Scenariusz taki powtarza się w życiu wielu z nas. Warto, by  ta droga nie prowadziła nas do tragedii, lecz by przyprowadziła nas do Boga i wspólnoty Kościoła, która gromadzi się w miejscu, którego rocznicę poświęcenia dzisiaj wspominamy. To tutaj, jak Salomon w dzisiejszym pierwszym czytaniu, możemy wołać do Boga: „Nie tylko wysłuchaj naszą modlitwę, ale też przebacz nasze nieprawości!”.

Nasza witryna używa plików cookies. Dowiedz się więcej:Polityka prywatności