Duszpasterstwo z linijką czy z kompasem?

(Felieton został opublikowany na blogu red. Zbigniewa Nosowskiego w czerwcu 2016 roku – http://laboratorium.wiez.pl/2016/06/11/duszpasterstwo-z-linijka-czy-z-kompasem/ oraz w „Przewodniku Katolickim”).
 
Czy najważniejsza jest linijka – uniwersalny wzorzec, do którego wszyscy powinni się dopasować? Czy raczej kłaść akcent na duszpasterstwo z kompasem, które będzie uczyło samodzielnego poruszania się po meandrach życia? odróże kształcą. Warto było pojechać do Londynu, by osobiście poznać tam wspólnotę polskich katolików gromadzącą się wokół kaplicy Little Brompton Oratory w dzielnicy South Kensington. Jest to oczywiście parafia personalna – właściwie nikt z parafian nie mieszka w pobliżu. Do kościoła trzeba odbyć długą drogę.
Jeszcze niedawno tej polskiej parafii groziło zamknięcie. Niewiele było osób chcących się tu modlić. Dziś to już przeszłość. Przybywa ludzi gotowych i do modlitwy, i do zaangażowania. Przybywa też inicjatyw. Ożywił tę wspólnotę młody proboszcz ks. Bartosz Rajewski, pochodzący z archidiecezji gnieźnieńskiej. Z koncertami zaprasza
i Panny Wyklęte, i chór TGD. Umywa nogi w Wielki Czwartek kobietom i mężczyznom, ale odprawia Msze także po łacinie. Specjalną premierę miał tu i film o rotmistrzu Pileckim, i książki Szymona Hołowni. Właśnie przyjechały do kaplicy relikwie św. Charbela, a wkrótce parafia otrzyma jako patrona św. Wojciecha.

W sali parafialnej miałem przyjemność zagajać wieczorne spotkanie poświęcone papieskiej adhortacji Amoris laetitia. Dokument jest obszerny, więc i tematów do rozmowy było dużo. Tu wspomnę tylko jeden. Z pasją dyskutowaliśmy o tym, jaki model duszpasterstwa należy obecnie przyjąć. Ten, w którym najważniejsza jest linijka – uniwersalny wzorzec, do którego wszyscy powinni się dopasować? Czy raczej kłaść akcent na duszpasterstwo z kompasem, które będzie uczyło samodzielnego poruszania się po meandrach życia?
Posługiwanie się linijką jest niewątpliwie łatwiejsze i wygodniejsze dla duszpasterza.
Nie wszystko jednak da się dopasować do sztywnych formuł. Wtedy niezbędne są kompasy. Oczywiście duszpasterstwo z kompasem to model dużo bardziej wymagający od duszpasterza – zamiast jednego uniwersalnego wzorca potrzeba przecież wielu kompasów. Bardzo wielu – bo każdy potrzebuje swojej zindywidualizowanej busoli, który by go prowadziła. Kompasy muszą też być dobrze wyskalowane, żeby nie gubiły kierunków świata.

W londyńskiej parafii byli oczywiście i zwolennicy duszpasterstwa z linijką, i duszpasterstwa z kompasem. Ci pierwsi obawiali się, żeby indywidualne kompasy nie wyprowadziły poszczególnych osób na manowce. Ci drudzy wierzyli, że ludzie nie chcą gubić się na bezdrożach, choć czasem im się to zdarza. Jasna była jednak dla wszystkich wskazówka papieża Franciszka: „Rozumiem tych, którzy wolą duszpasterstwo bardziej rygorystyczne, nie pozostawiające miejsca na żadne zamieszanie. Szczerze jednak wierzę, że Jezus Chrystus pragnie Kościoła zwracającego uwagę na dobro, jakie Duch Święty szerzy pośród słabości” (AL 308). Jak więc postępować wobec tych, którzy już w swoim życiu pobłądzili, zwłaszcza tych, których sakramentalne małżeństwa rozpadły się – teraz zaś żyją oni w nowych związkach i pragną odnowienia swojej więzi z Bogiem i Kościołem? Obecnie w Little Brompton osoby w takiej sytuacji zaproszone są do zaangażowania w życia parafii, a podczas liturgii podchodzą do Komunii, krzyżując dłonie na piersiach – otrzymują wtedy błogosławieństwo Ciałem Pańskim. Widać w ich oczach wzruszenie i tęsknotę.

Czy możliwe są w tej dziedzinie inne rozwiązania dyscyplinarne (bo nie doktrynalne)? Papieską adhortację starałem się interpretować zgodnie z komentarzami, jakie opublikowaliśmy w letnim numerze kwartalnika WIĘŹ. Ich autorzy to dwaj jezuici: Antonio Spadaro, redaktor naczelny czasopisma „La Civiltà Cattolica” i bliski współpracownik papieża Franciszka, oraz amerykański pisarz religijny James Martin, a także polski teolog ks. Damian Wąsek. Londyńskich słuchaczy szczególnie zainteresowała teza Spadaro o wyraźnej ciągłości między nauczaniem Jana Pawła II i Franciszka na ten temat.

Całe spotkanie przebiegało w duchu „toastu za sumienie” wzniesionego ongiś przez kard. Johna Henry’ego Newmana (jego pomnik stoi zresztą tuż obok londyńskiego kościoła).
Wszak papież twierdzi w Amoris laetitia: „Jesteśmy powołani do kształtowania sumień, nie zaś domagania się, by je zastępować” (AL 37). W moim przekonaniu zresztą Amoris laetitia wyraźnie pokazuje dalekosiężne cele Franciszkowego duszpasterstwa w Kościele.  Są to: odrodzenie sakramentu pokuty, ożywienie kierownictwa duchowego i odnowione formowanie sumień wiernych do dojrzałej samodzielności. Gdyby się to udało, byłyby to bezcenne osiągnięcia tego pontyfikatu.

Nasza witryna używa plików cookies. Dowiedz się więcej:Polityka prywatności